• O syberyjskich szamanach, egipskiej Księdze Umarłych i podhalańskiej medycynie ludowej, czyli co mnie nie zabije...

    Dziś niewiele będzie o góralskich mądrościach czy obyczajach. Bynajmniej nie dlatego, żeby nie było o czym pisać. Choć pod koniec marca minie rok odkąd przeniosłam się na Podhale, to wciąż nie ma dnia bym nie czuła się jak Bronisław Malinowski odkrywający kulturę i zwyczaje mieszkańców egzotycznych wysp. I dobrze, stagnacja jest śmiertelnie nudna. Jednak obyczaje niektórych tubylców na tyle poszły mi w pięty, że wolałabym na ich podstawie nie snuć generalizacji. Fakt, kilka razy otwierałam już laptop, żeby Wam o tym czy owym opowiedzieć, ale dobrze, że ostatecznie zatrzaskiwałam go zrezygnowana. Komu potrzebne pesymistyczne teksty mające posłużyć autorowi jako licha proteza worka treningowego? CZYTAJ WIĘCEJ
  • O tym jak można podjąć z wszech miar dobrą decyzję z samych niewłaściwych powodów…

    Kilka tygodni temu pisałam o tym, jak to wreszcie postanowiłam przestać pałętać się między górami a nizinami i osiąść w Zakopanem. Dwa dni po opublikowaniu tekstu ironia losu po raz kolejny uśmiechnęła się do mnie szeroko i perliście. Dostałam propozycję z gatunku „nie do odrzucenia”. W Warszawie. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Zakopane udomowione, czyli o tym jak nie zostałam najeźdźcą z wrogiej planety

    Śnieg nie padał od kilkunastu tygodni, Krupówkami przechadzają się tłumy gęstsze, niż parawanowe zasieki nad polskim morzem, a zakopianką wije się wąż samochodów, przy którym amazońska anakonda wypada co najmniej blado. Czyli lato zawitało pod Tatry. Pierwsze lato, kiedy nie przyjechałam tu poszwendać się po górach. Zdecydowałam: zostaję. CZYTAJ WIĘCEJ
  • O tym, jak w 3 godziny zostać socjopatą, czyli kilka słów o podróżach po Polsce

    O tym, by przenieść się do Zakopanego marzyłam od początku studiów i konsekwentnie dążyłam do wcielenia tego marzenia w życie. Fakt, iż od kilku miesięcy spędzam tu większość czasu to zdecydowanie jedyna dobra rzecz, jaka wynikła z całego koszmarnego zeszłego roku (i oczywiście gorąco wierzę, że pociągnie za sobą łańcuszek pozytywnych zdarzeń). Ale żeby nie zrobiło się za słodko i kolorowo - muszę trochę ponarzekać. Spokojnie, nie na górali, śnieg w połowie maja albo halny podczas którego ni z tego ni z owego zaczęłam tracić zmysły. Podhale biorę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tyle, że najpierw na to Podhale trzeba dotrzeć… CZYTAJ WIĘCEJ
  • Zielona rewolucja, kwietniowa przeplatanka i ręka na temblaku, czyli moja pierwsza wiosna pod Tatrami.

    Do Zakopanego zawitała wiosna. O śniegu wszyscy zapomnieli, kwitną bzy i magnolie a temperatura nie spada nigdy poniżej 10 stopni… Tere-fere! Prawdopodobieństwo realności powyższego scenariusza w połowie kwietnia jest zbliżone do tego o wyrastaniu gruszek na wierzbie. O ile na nizinach powiedzenie „kwiecień-plecień bo przeplata” wydawało mi się zawsze mocno na wyrost, to tu nabiera bardzo wymiernego znaczenia. Moja ceprowska fantazja podpowiadała, by po kilku dniach błogiego ciepełka puchową kurtkę i zimowe traperki zagrzebać na dnie szafy, zastępując je wiosennym płaszczykiem i wiatrem we włosach, ale na szczęście górę wzięły realizm i znajomość (fakt, dotąd jedynie teoretyczna) specyfiki geo-klimatycznej Podhala. CZYTAJ WIĘCEJ
  • REM - o tym jak sen zmienia się w rzeczywistość

    Dziś nie będzie o Tatrach ani Zakopanem, chociaż piszę ze schroniskach na Kalatówkach. Nieco ponad tydzień od premiery REM - spektaklu wokół którego kręcił się cały mój żywot przez ostatni miesiąc - spróbuję się wreszcie zmierzyć z tym tematem. Inna rzecz, że do tego wpisu przymierzam się od ładnych paru dni. Ale jak zamknąć w kilku zdaniach największą przygodę życia, która jednocześnie jest największym wyzwaniem zawodowym z jakim musiałam się zmierzyć? Jak podziękować wszystkim zaangażowanym, skoro była ich ponad setka i nie znam wszystkich nazwisk? A przede wszystkim - jak wyrazić w słowach, to co jest niewyrażalne? CZYTAJ WIĘCEJ
  • Soprano pod Giewontem, czyli jak zostałam narzeczoną mafii

    Sama nie wiem o czym tym razem napisać. O REM - spektaklu, który Was zaskoczy formą, treścią i obsadą i do którego przygotowania weszły na ostatnią prostą? O najlepszej książce, jaką w tym roku czytałam (a jak dotąd przeczytałam ich - troszkę pechowo - 13)? A może o tym, jak zostałam członkiem rodziny Soprano? Ponieważ nie chcę zapeszyć, opowiadając o przedsięwzięciu, które na deskach Teatru Wielkiego - Opery Narodowej rozegra się dopiero 23 marca i boję się, że pisząc zbyt obszerną i pozytywną recenzję zostanę znów posądzona o czerpanie z tego korzyści innych niż wyprawa kilka tysięcy metrów powyżej poziomu morza bez wstawania z fotela (w końcu wiadomo - jeśli ktoś coś w tym kraju chwali, to musi mieć w tym interes!) - stawiam na historię z mafią w tle. CZYTAJ WIĘCEJ
  • We właściwym miejscu, we właściwym czasie

    Rok temu świętowałam tzw. znaczące urodziny. W Paryżu. Chrupiąc rogaliki w ulubionej śniadaniowni na Montmartre, nie miałam pojęcia, że właśnie zaczyna się najkoszmarniejsze 10 miesięcy w moim życiu. Inna rzecz, że ten czas drogi przez mękę doprowadził mnie do miejsca, z którego zawsze czerpałam spokój. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że kolejne urodziny będę celebrować w swoim mieszkaniu w Zakopanem - w najlepszym wypadku popatrzyłabym z politowaniem. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Opowieści z Podhala, czyli o chirurgii, halnym i zawianych misiach

    Do Zakopanego udało mi się wrócić w tłusty czwartek, czyli troszkę ponad tydzień temu (wiedziałam co robię, to tu są moje ulubione pączki ;)). Na przestrzeni tych kilku dni zaliczyłam już śnieżycę, halny, huraganowy wiatr fenowy, pożar pod oknami, kolejną śnieżycę i drobny zabieg chirurgiczny. Nie, nie nudzimy się tu :) CZYTAJ WIĘCEJ
  • Na łeb, na szyję, czyli turysta w górach

    Nastał znienawidzony przeze mnie czas, kiedy na kilkanaście (sic!) dni musiałam wrócić na niziny. Nie minął jeszcze tydzień odkąd pożegnałam mieszkanko pod Gubałówką, a już tęsknię za wszystkim. No, prawie wszystkim - sąsiedztwo domu pogrzebowego Całun i nagminne „spotkania” z ich karawanami to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej… Ale pomijając ten drobny detal - cóż poradzić, z perspektywy Pałacu Kultury Zakopane jest oazą spokoju, piękna i dobrych manier. Oczywiście to całkowicie subiektywna opinia. Uprzedzając wiadro pomyj, które w związku z nią się na mnie wyleje - zapraszam do dyskusji ;) CZYTAJ WIĘCEJ